Fakty sa takie:
Wyjatek ma 2 lata i 3,5 miesiaca. Zdrowy, dobrze odzywiony. Mowi
lepiej niz niejeden trzylatek, niedawno sie tu nawet chwalilem,
zasob slow ma bardzo duzy, bez problemu buduje zdania wielokrotnie
nawet zlozone, da sie z nim podyskutowac, deklamuje wierszyki itp.,
komunikuje potrzeby (moze oprocz wydalniczych, z tym jeszcze jest
problem), porozumiewa sie rowniez na poziomie abstrakcji. Samoistnie
stal sie wielkim fanem motoryzacji, najlepsze zabawki to oprocz
samochodzikow np. wydrukowana i podklejona tekturka kierownica "od
folda fokusa", na ulicy w locie rozpoznaje wiekszosc marek
samochodow, milosc najwieksza - autobusy miejskie, bardzo go tez
fascynuje wszystko co techniczne (po tacie).
Tyle plusow, teraz minusy: dziecko jest od zawsze nadwrazliwe
dotykowo i sluchowo (boi sie halasow, harmidru itp., sam halasuje
ile wlezie). Nie ma to jakichs straszliwych rozmiarow, ale jest.
Jako niemowle mial rehabilitowane nierownomierne napiecie miesniowe,
rehabilitacja skonczyla sie werdyktem, ze wszystko jest OK. Ma
jednak spore problemy w kontaktach z rowiesnikami. Dzieci w
rodzinie, takich, z ktorymi by mial staly kontakt nie ma, zostaje
wiec plac zabaw. Tam, do niedawna na inne dzieci reagowal strachem,
badx wrecz histeria, jesli jakies dziecko chcialo sie z nim
zaprzyjaxnic (w taki czy inny sposob, tu podejrzewamy traume po
dziecku, ktore rocznego Wyjatka wytargalo za wlosy). Od paru
miesiecy chodzi w zwiazku z tym na zajecia przedprzedszkolne, daly
one tyle, ze dzieci sie juz nie boi, ale nadal je wlasciwie
ignoruje, nie ma mowy o tym, zeby sam podszedl do innego dziecka,
raczej unika kontaktu, jesli moze. Mial tez przez pewien czas
echolalie, ona teraz mu wasciwie zanika, ale byl czas, ze rozmawiac
sie przy nim czasem nie dalo, bo ciezko sie rozmawia slyszac kazde
swoje slowo powtarzane z kilkusekundowym opoxnieniem. Do tego
wszystkiego dochodza jeszcze bunty dwulatka w strasznie nasilonej
formie, wrecz z jakimis atakami autoagresjii (walenie sie po glowie,
trykanie glowa o podloge), jesli jest szczegolnie mocno czyms
rozwscieczony, a w zaleznosci od humoru takie napady dwuletniej
furii zdarzaja mu sie nawet i po iles razy dziennie (i nie, nie
ulegamy mu, wiec absolutnie nie jest to tak, ze w ten sposob na nas
cos wymusza).
I po tym przydlugim wstepie dochodze do meritum: byla dzis zona z
Wyjatkiem u lekarzy. Na okresowej wizycie u neurologa (jest
potrzebna celem uzyskania skierowania na dalsze zajecia
przedprzedkszolne). Neurolog dal skierowanie do logopedy, ktory
akurat byl pod reka, wiec te dwie wizyty sie odbyly. A jeszcze kilka
miesiecy wczesniej byl psycholog dzieciecy.
Psycholog orzekl (jak bylismy u niego, echolalia byla wlasnie w
najbardziej nasilonej formie), ze widzi u niego jakies oznaki
zespolu Aspergera, trzeba obserwowac. Dobra, obserwowalismy,
poniewaz to powtarzanie wszystkiego zaczelo zanikac, z dziecmi sie
jakostam zaczal integrowac (znaczy przestal przed nimi uciekac),
bylismy dobrej mysli.
logopeda dzis jednak stwierdzil, ze wszystko co Wyjatek robi - robi
nieprawidlowo i nalezy mu to uniemozliwic. Interesuje sie
samochodami - xle, pochowac WSZYSTKIE samochodziki. Uwielbia
autobusy i zapowiedx przejazdzki autobusem przezywa jako wielkie
wydarzenie, ktorego sie doczekac nie moze? "Niech pani sprobuje z
nim jexdzic innymi srodkami komunikacji" (zona samochodu nie ma, z
naszego osiedla w gre jeszcze wchodzi ewentualnie taxi albo wynajety
smiglowiec). Powtarza z pamieci wierszyki? Nie czytac mu wierszykow.
Uwielbia "czytac" sklepowe gazetki reklamowe? Absolutnie mu ich nie
dawac. Zero telewizji, zero radia, zero ksiazeczek dla dzieci, nawet
cyferek i literek, ktore sobie przykleja na grzejniku, mamy mu nie
dawac. Co w takim razie dziecko ma caly dzien robic? Ano mamy
pomyslec o wakacjach na lonie natury. Bez cywilizacji.
Logopeda jeszcze stwierdzila, ze dziecko ma zaburzenia kontaktu, nie
reaguje na polecenia. Bo faktycznie, jak obca osoba cos od Wyjatka
chce, zwykle to ignoruje, jedynie sie patrzy spodelba i tak tez w
wiekszosci traktowal jej zadania, zeby jej na obrazkach costam
pokazywal. Tlumaczenia zony, ze z kontaktem ze znanymi mu osobami
nie ma najmniejszego problemu i na zyczenie na obrazkach pokazuje,
co sie tylko chce, nawet pytany nie wprost, a np. "pokaz w czym sie
gotuje zupe?", najwyraxniej zignorowala. Przyczepila sie jeszcze, ze
dziecko nadal jest raczej obureczne i ze pokazuje srodkowym palcem
zamiast wskazujacym.
Do pieca dolozyla jeszcze neurolog, ktora u dziecka, doslownie dwa
tygodnie temu badanego (wizyta okresowa) przez pediatre i ortopede,
u ktorego pierwszy sie niczego zlego nie dopatrzyl, drugi orzekl, ze
postawe ma perfekcyjna i zaprasza go dopiero na bilans czterolatka,
otoz neurolog stwierdzil, ze dziecko ma krzywe kolana i xle stawia
stopy, w zwiazku z tym, na tych zajeciach przedprzedszkolnych ma
miec na stopy klejone specjalne plastry korekcyjne, ktore trzeba
sobie kupic samemu, kosztuja jakies ciezkie pieniadze i sa do
kupienia tylko w jednym miejscu.
Powiedzcie mi (i pocieszcie zone, ktora dzisiaj po tych wizytach
siedzi i placze), kto zwariowal? My i nasze dziecko, czy konowaly?
Zgoda, Wyjatek ma problemy w kontakcie z rowiesnikami, ma
nadwrazliwosc dotykowa, byc moze za jakis rok-dwa przyda mu sie
terapia z integracji sensorycznej, ale czy faktycznie izolowanie go
od WSZYSTKIEGO, co go interesuje, pozbawianie mozliwosci swietnego
rozwoju pamieci (te wierszyki) to aby na pewno dobra droga
terapeutyczna? Jestem laikiem w tym temacie, nie znam sie ani na
psychologii dzieciecej, ani na pedagogice, ale do licha, czy tylko
mi sie wydaje, ze te wskazowki przez fachowcow i zawodowcow nakazane
sa delikatnie mowiac chore same w sobie?
I te plastry... czy tylko ja mam wrazenie, ze jedyny powod ich
przepisania lezy raczej nie w wadach postawy dziecka (przypominam:
niestwierdzonych przez zadnego innego lekarza z ortopeda wlacznie),
tylko w portfelu... powiedzmy tego dystrybutora, zeby na nikogo
bezpodstawnie podejrzen nie rzucac?
J.
PS: acha: Wyjatek miewa czeste napady czulosci, w czasie ktorych
uwielbia calowac Mame po rekach (sam z siebie zaczal, w domu sie po
rekach nie calujemy - to tak dla jasnosci) - to wg logopedy tez jest
objaw czegos zlego...