Nie oczekuje, ze Adas bedzie idealem, ale .......Wie co trzeba zrobic, bo
walkujemy to codziennie a On nadal nieustajaco i beztrosko zostawia po sobie
wszedzie balagan - na stole, w lazience, w kuchni, w swoim pokoju, ciuchy do
prania walaja sie gdzie popadnie, lozko nie poscielone, plecak nie spakowany
do szkoly , buty rozwalone na srodku przejscia itp Czy dzieci w tym wieku
( 8 i pol) naprawde o wszystkim zapominaja czy sa po prostu
leniwe/zbuntowane/rozkojarzone? A moze to tylko chlopcy?
Zeby nie bylo watpliwosci - nie jestem pedantka, nie mam idealnego porzadku
w domu, jak mam wybor : wyjsc na spacer z dziecmi lub sprzatac w domu, to
wybieram spacer.Ale Adas robi taki balagan, ze nie mozna przejsc, a czasem i
wejsc do domu ( do przedpokoju).
Zapomina to co mi obiecal zrobic, zapomina o jedynym swoim obowiazku w
domu - utrzymanie porzadku w swoim pokoju i w swoich rzeczach.
Juz mam dosc tego przypominania, poganiania, tlumaczenia.
W miare dobrze czyta, pisze coraz ladniej, dobrze liczy ale odrabianie
zadania domowego to kara. Mamy ustalona godzine i stosuje sie do niej, ale
nie cierpi tego robic. A jak poprosze , aby dodatkowo , oprocz konkretnego
zadania domowego na dany dzien, np. poczytal na glos czy proponuje dyktando
( Pani nauczycielka prosila od zawsze o to rodzicow - czytac 10-15 min,
utrwalac ortografie) - to On po prostu placze ze zlosci. Wczoraj rozplakal
sie, bo wyciagnelam slowniczek ortograficzny i zaproponowalam, ze naucze Go
z niego korzystac. On nie chce. Przekonalo Go tylko to, ze to akurat byl moj
slowniczek z czasow szkolnych, poprosilam, aby o niego dbal, ze to moja
pamiatka itp. Zainteresowalo Go na tyle, ze przestal plakac i chcial go
ogladnac.
On chce sie tylko bawic, jezdzic na rowerze, na rolkach i biegac z
chlopakami po podworku. Ja to rozumiem, ale nie przesadzam z nauka w domu.
Te pol godziny to przeciez nie za duzo.Staram sie Go tym zainteresowac,
rozmawiamy o tym co bylo w szkole itp.Chodzi mi o to, ze nie wprowadzam zlej
atmosfery , przeciwnie, staram sie, aby bylo to raczej przyjemne.Albo uzywam
argumentu, zeby ladnie pisal, nie robil bledow, to bedzie szybciej (bez
poprawek). I to chyba dziala najbardziej - On to chce miec "z glowy" i stara
sie, aby jak najszybciej skonczyc.
Troche mnie to martwi...
No i dochodzi jeszcze sprawa mlodszego brata. Wojtek ma 3 lata i uwielbia
Adasia, fakt, ze w czasie wspolnych zabaw to raczej wprowadza destrukcje,
ale Adas reaguje na wszystko co robi Wojtek wielka zloscia. Czasem mam
wrazenie , ze Go narmalnie nienawidzi. Przeraza mnie to. Najgorsze, ze
Wojtek uczy sie tych zachowan w mig i sam potem podobnie reaguje.
Rece mi opadaja.......
Jak mam dobry dzien to potrafie lagodzic konflikty, przypominac, upominac w
sposob mily i lagodny, wiele sytuacji obracac w zart i wybrnac obronna reka
z wielu "potyczek". Ale jestem juz tym zmeczona i miewam coraz czesciej zle
dni, wtedy krzycze, krzycze, wygaduje jakies pogrozki, za ktore potem sie
wstydze i ogolnie mam poczucie ze jestem nie tylko wredna matka ale i
osobowosc mam wredna. Ogolnie mnie to doluje i juz mam dosyc.
Szukam tu wsparcia dla wrednej matki i moze jakichs "sztuczek", ktore
lagodza konflikty miedzy rodzenstwem, pobudzaja osmiolatka do nauczenia sie
norm itp.
Pomocy pliiiizzzz,
Albo niech ktos chociaz umowi sie ze mna na lampke
wina :-)) Wirtualna chyba
w dodatku, bo nie widzialam tu nigdy osob ze Stalowej Woli..
pozdrawiam
( w dodatku z bolem glowy po nieprzespanej nocy, poniewaz w bliku
naprzeciwko zepsul sie domofon i wyl dokladnie cala noc.Wzywalam pogotowie
energetyczne, straz miejska i policje, ale nikt nie mial KOMPETENCJI , zeby
uciszyc ten wyjacy domofon)
--
Beatka (Adas 17.04.1997, Wojtus 25.06.2002)