Jeszcze nigdy w niemieckiej historii piramida demograficzna nie byla tak
postawiona na glowie
W Niemczech staly sie dobrem nader rzadkim, rodzi sie ich coraz mniej. Ma to
wplyw nie tylko na finansowe zabezpieczenie przyszlosci. Spoleczenstwo, w
ktorym zanika rodzina, a dzieci czuja sie osamotnione, oducza sie milosci.
Zawsze w porze obiadowej czeka przed brama szkoly im. Sophie Barat w
Hamburgu, jednej z najlepszych w landzie, na swojego syna. (. ) Dzis stoi w
mzacym deszczu. Wreszcie spostrzega swa latorosl. Odgarnia mu wlosy z
twarzy, patrzy pytajaco. Chlopak nie spieszy sie. "Mamo - mowi w
koncu -odprez sie, dostalem piatke".
Wsiadaja do samochodu, przez migajace wycieraczki na jej twarzy widac
szczescie. Za chwile jednak powraca spojrzenie zagonionej kobiety. Nie ma
czasu do stracenia. Szybko do domu, do ksiazek. Czekaja nastepne zadania.
Takie matki sa wszedzie. Dobre, pelne leku, nadmiernie troskliwe. Matki,
ktore zapelniaja terminarz swych pociech niczym sekretarki szefow zarzadu
firmy.
Owe odbierane ze szkol dzieci to rzeczywiscie czolowe sily. Maja uratowac
ojczyzne. To one beda poszukiwane przypuszczalnie juz od 2012 roku i bedzie
ich za malo. W dluzszej perspektywie zabraknie milionow z nich - gdy cale
pokolenie przejdzie na emeryture.
Tym dzieciom musi sie powiesc, za wszelka cene. Z pomoca prywatnych
nauczycieli angielskiego i trenerow hokeja przygotowywane sa do maratonu
zycia. Przetrwaja go tylko ci, ktorzy sa w najlepszej formie. W
rzeczywistosci jest to obraz zalosny: ci mlodzi uosabiaja ostatnia nadzieje
zniszczonego od wewnatrz spoleczenstwa, ktore pod koniec lat 60. zdecydowalo
sie ograniczyc mlode pokolenie do minimum.
"Minimum" to tytul nowej ksiazki Franka Schirrmachera, wspolwydawcy
dziennika "Frankfurter Allgemeiner Zeitung". Ksiazka jest kontynuacja
szokujacego demograficznego bestsellera "Das Methusalem-Komplott" (Spisek
Matuzalema). Opisuje psychiczne i socjologiczne skutki katastrofy, ktora juz
dawno sie zaczela. "Pelnego jej rozmiaru nie da sie jeszcze oszacowac".
Wiadomo jednak tyle, ze uczniowie siedzacy dzis w szkolnych lawkach w
przyszlosci beda musieli wyzywic nie tylko swoje dzieci oraz byc moze
wspierac wlasnych rodzicow, ale takze wielu, wielu innych starych ludzi. To
obciazenie wieksze niz moga uniesc.
Jeszcze nigdy w niemieckiej historii piramida demograficzna nie byla tak
postawiona na glowie. W pewnym momencie liczba starych przewyzszy liczbe
mlodych - czegos takiego nie bylo nawet w czasach zarazy ani po zakonczeniu
wojen swiatowych. (.)
Codziennie slychac, jak rozdziera sie siec socjalna, oczko po oczku. "Do
roku 2016 renty i emerytury nie beda podwyzszane" - to doniesienie z
ostatniego tygodnia. Kasy sa puste, pieniadze przejedzone przez dominujaca
obecnie powojenna generacje.
W prawie zadnym innym kraju w Europie nie rodzi sie tak malo dzieci, jak w
Niemczech: wskaxnik dzietnosci wynosi tylko 1,3 na jedna kobiete, podczas
gdy we Francji 1,9, w Wielkiej Brytanii 1,7, a dla porownania w USA - 2,1.
Jeszcze w 1980 r. matki wydawaly na swiat pierwsze dziecko w wieku 25 lat i
z biologicznego punktu widzenia mialy czas na dalsze potomstwo. Dzis kobiety
zaczynaja pragnac szczescia macierzynstwa przewaznie w wieku 30 lat i czesto
zostaje ono zorganizowane niczym wyprawa wojenna miedzy dwoma etapami
kariery. Dzieci sa teraz planowane, jak nigdy dotad w historii ludzkosci.
Musi im sie udac. Te, ktore rodza sie teraz, z duzym prawdopodobienstwem
pozostana jedynakami. Ich matki i ojcowie postawili wszystko na jedna karte
i musi ona wygrac.
Trzydziesci procent absolwentek szkol wyzszych "przygodzie zwanej dzieckiem"
mowi: nie. U starszych mezczyzn wyglada to podobnie. Strajkowi "porodowemu"
kobiet towarzyszy strajk "zaplodnieniowy" mezczyzn oraz wspolny strajk w
dziedzinie zawierania malzenstw.
Dzieci utozsamiane sa z utrudnieniem indywidualnego planowania zycia. (.)
Model: kazdy dla siebie, zapatrzony we wlasny pepek, stal sie kultura
wiodaca. Logiczne, ze cos musialo odpasc, cos, co wczesniej w oczywisty
sposob mialo zwiazek z rozwojem osobowosci. Wlasnie rodzina.
Pokolenie stawiajace na przyjemnosc i konsumpcje jest elastyczne, jesli
chodzi o argumenty. Wedlug ministerstwa ds. rodziny (.) wielu doszlo juz do
tego, ze nie czuje sie na silach podolac wychowywaniu potomstwa. Mowiac
jasno, nasze spoleczenstwo jest na drodze do oduczenia sie postepowania z
dziecmi. (.)
Wsparcia instytucji pomocy socjalno-pedagogicznej wymagalo w 2004 r. w sumie
45,2 tys. rodzin ze 101,1 tys. dzieci i mlodziezy - o osiem procent wiecej
niz w roku ubieglym. (.) Rosnie rowniez liczba rodzin z problemami
spowodowanymi bieda i trudna sytuacja zyciowa.
Ale problemy z potomstwem maja takze ludzie na drugim krancu spolecznego
spektrum. Matki z wyzszej klasy sredniej po urodzenia dziecka zwracaja sie o
porady do placowek specjalistycznych. (.) Terapeutka Sabine Kirsch mowi:
"Wiedza wszystko o wychowaniu i badaniach mozgu, chca dla swojego dziecka
bardzo duzo i zyja w ogromnym napieciu". Na malcow, ktorzy dzis przychodza
na swiat, otoczenie i ich rodzice patrza jak na pozaziemskich przybyszow.
(.)
Do terapeutki z Monachium, Gabrieli von Winda leczacej doroslych,
zdenerwowane matki coraz czesciej przyprowadzaja swoje pociechy. "Niejako do
naprawy" - poniewaz podobno nie potrafia sie one odprezyc. Rosnaca liczba
dzieci cierpi na zaburzenia ruchowe i koordynacji, a takze, juz w wieku
przedszkolnym, na bole glowy. Okolo 20 procent ma nadwage - to ponad dwa
razy wiecej niz pod koniec lat 80. Prawie 27 procent wykazuje zaburzenia
zachowania - donosi pismo lekarskie "Deutsches Ärzteblatt".
psycholog dzieciecy z Hanoweru, Wolfgang Bergmann w swojej ksiazce "Drama
des modernen Kindes" (Dramat wspolczesnego dziecka) analizuje przyczyny
zespolu deficytu uwagi polaczonego z nadruchliwoscia, anoreksji i
samookaleczen, zaburzen dzieciecych, ktore jego zdaniem przybieraja
gwaltownie na sile. Niemiecka rodzina jest w zlym stanie. Przede wszystkim
rodzice jedynaka chca, by byl on dla otoczenia dowodem, ze rodzina jest
szczesliwa i doskonale funkcjonuje. Jest to molestowanie w dobrych
zamiarach, taki "dobrobytowy" wariant zaniedbywania z ignorancji.
(.) Starzejace sie spoleczenstwo probuje wyhodowac cudowne dzieci, w smutnej
swiadomosci, ze brakuje czegos, co jest decydujace dla zycia, a przepadlo
gdzies po drodze. Spoleczenstwo zachodnie spoglada wowczas na tureckie
dzielnice miasta, jak berlinski Kreuzberg, czy na grillowe trawniki w
Tiergarten. I wie juz, co to bylo: duza rodzina. (.)
Nie chodzi przy tym tylko o deficytowe zasoby, jakimi staly sie dzieci.
Chodzi rowniez o zasoby okreslane slowem "milosc". To jedno z najbardziej
zadziwiajacych odkryc ksiazki Schirrmachera: "Potrzebujemy pewnego minimum
powiekszajacych sie rodzin, aby bezinteresownosc, jaka jest w nich
rozwijana, stala sie odczuwalna w spoleczenstwie". I jeszcze: "Byc moze
jestesmy w trakcie tworzenia spoleczenstwa, w ktorym coraz wiecej ludzi jest
niezdolnych do milosci i troski o dzieci i krewnych".
Nie jest to jezyk romantycznych iluzji, lecz instynktu samozachowawczego,
biologii! Wlasnie rodzina - ta najbardziej wytrzymala forma, potrzebna dla
przezycia gatunku zostala rozbita przez nasza generacje wyzu demograficznego
lat 50. Pozbawilismy sie wlasnych podstaw zycia.
Jeszcze w latach 60. posiadanie trojga i wiecej dzieci bylo czyms normalnym.
Jednak w koncu tej dekady kolidowalo to juz z prestizem spolecznym. Duze
rodziny coraz bardziej przestawaly byc "trendy". W dobrym guscie byla dobrze
zarabiajaca, bezdzietna parka, ktora mogla pozwolic sobie na to wszystko, co
akurat bylo na topie i co jej wpadlo w oko, nakrecajac przy tym boom
gospodarczy. Dla mlodych Niemcow, jacy ksztaltowali wowczas klimat
spoleczny, bezdzietnosc stanowila najbardziej kuszaca opcje. (.) Potem model
unikania dzieci zostal przekazany nastepnemu pokoleniu, ktore ma ich jeszcze
mniej, bo jak dowiedziono, potrzeba dzieci, zeby zachecic do ich posiadania.
Walka przeciwko mieszczanskiej rodzinie jest u nas zakotwiczona mocno w
kodzie kulturowym. (.) Komuna 1 glosila w 1967 r., ze mala mieszczanska
rodzina to xrodlo wszelkiego zla, bastion uciemiezenia, zaprzeczenie
instynktow i wylegarnia malych nazistow. Z pewnoscia rodzenie dzieci
naduzywane bylo we wszystkich czasach jako narzedzie zbrojen. Narody
potrzebuja zolnierzy, potrzebne im mieso armatnie. Takze u nazistow ten
rodzaj polityki rodzinnej stanowil element codziennej propagandy. (.)
Czlonkowie Komuny 1, skupionej wokol Rainera Langhansa i Fritza Teufela
(czolowych postaci ruchu studenckiego 1967 r. - przyp. Onet) wyciagneli z
tego bledny wniosek. Powiedzieli: nigdy wiecej rodziny, nigdy wiecej
Niemiec! Chcieli zrewolucjonizowac spoleczenstwo w jego najglebszej sferze,
zlikwidowac wlasnosc, zwalczyc egoizm i zyc w wolnosci, rownosci i
braterstwie.
Ale jak zyc w braterstwie bez braci? Podstawowe wyposazenie - takie atrybuty
czlowieka, jak umiejetnosc dawania i brania, odpowiedzialnosc, zdolnosc do
poswiecenia i pomocy, mozna wyksztalcic tylko w rodzinie. Komuna 1 i
poxniejsze wspolnoty manipulowaly przy nowym modelu, mianowicie "rodzinie
opartej na sympatii". (.) Wiadomo, co stalo sie z tymi "rodzinami": rozpadly
sie. (.)
Spoleczenstwo ulega atomizacji. Rodzina bowiem potrzebuje przede wszystkim
trwalosci. Tylko ona gwarantuje doglebne wzajemne zaufanie jej czlonkow. We
wspolczesnym spoleczenstwie, gdzie rozwody sa na porzadku dziennym i wszyscy
maja zawsze wiele mozliwosci,
... wiecej »